Syndrom Majchrowskiego
W niedzielę w Krakowie można było zagłosować w przedterminowych wyborach prezydenta miasta. Nie jestem obywatelem królewskiego, stołecznego miasta Krakowa, ale przez 14 lata współpracowałem z prezydentem Jackiem Majchrowskim i czuję się władny podsumować pierwszoturowy krajobraz powyborczy. Wynik na tzw. pudle nie był zaskoczeniem. Ale co do reszty to mimo wielkiej radości polityków PiS-u, którzy już „zapisali” Łukasza Gibałę do swojej partii, rzeczywistość jest nieco bardziej skomplikowana. Ale do rzeczy.
I.
Krakowskie wybory okazały się niezwykle lokalne. Wbrew komentarzom podnieconych „ekspertów” fundamentem nie była wielka krajowa polityka a owa niedoceniana lokalność. Lider I tury Łukasz Gibała paradoksalnie zawdzięcza swój wynik byłemu prezydentowi Krakowa Jackowi Majchrowskiemu. We wtorkowej „Gazecie Wyborczej” przeczytałem, iż Gibała pokazał, że w dużym mieście jest przestrzeń dla kandydata bez partyjnego szyldu. Też mi odkrycie. Przez 22 lata, Jacek Majchrowski pięciokrotnie to pokazał. Przyzwyczaił Krakowian, że prezydentem miasta może być ktoś, kto nie jest członkiem jednej z wiodących partii politycznych. Głos na takiego kandydata nie musi się w żaden sposób wiązać z decyzjami, jakie podejmie się w dniu wyborów parlamentarnych. Tym m. in. różni się Kraków od Warszawy. Majchrowski był, jako prezydent miasta niezależny od partyjnych kierownictw. Gibała lub raczej jego specjaliści od propagandy zrozumieli, że po trzech porażkach w trzech kolejnych wyborach prezydenta miasta ostatnia szansa na sukces to wejście w buty pozostawione przez emerytowanego i nigdy niepokonanego prezydenta Majchrowskiego. To, dlatego Łukasz Gibała podkreśla przy każdej okazji, że jest niezależnym kandydatem, czyli powtarza element wiodący każdej kampanii Majchrowskiego. Jednocześnie wyciszona została, zupełnie już nieprzydatna, a nawet teraz szkodliwa, krytyka prezydentury Majchrowskiego. Tak to Łukasza Gibałę dopadł syndrom Majchrowskiego.
II.
Kandydatka z drugiego miejsca Monika Piątkowska osiągnęła wynik powyżej oczekiwań. Poparcie ze strony Donalda Tuska i Władysława Kosiniaka-Kamysza nie okazało się obciążeniem. Jej wynik to kolejna spektakularna porażka specjalistów od badania wyborczego poparcia. Okazało się, że w prawie wszystkie badaniach była sporo niedoszacowania. Nawet, w exit poll po zamknięciu lokali wyborczych jej wynik został zaniżony o 6 %. Zapowiadana katastrofa, nie nastąpiła. Jaki z tego wniosek? Monika Piątkowska jest tuż za plecami Łukasza Gibały i jej szanse rosną. To, kto wygra II turę nie zależy od hipotetycznych przepływów elektoratów a od mobilizacji wyborców. Kto wygra w tej konkurencji, wygra wybory.
III.
Starcie personalne na krakowskiej lewicy zwyciężyła kandydatka Partii Razem Aleksandra Owca. To sukces, głównie prestiżowy i mimo wielkiej radości niektórych lewicowych komentatorów niewiele z niego wynika w kontekście przyszłorocznych wyborów parlamentarnych. Dla Nowej Lewicy, a ściślej dla Włodzimierza Czarzastego, porażka Darii Gosek-Popiołek jest w gruncie rzeczy potwierdzeniem stanu organizacyjnego partii. Nowa Lewica wisi w tej chwili na osobistej popularności Włodzimierza Czarzastego, który umiejętnie dyskontuje pozycję drugiej osoby w państwie. Niewątpliwie Nowa Lewica kuleje, jeśli chodzi o liderskie zaplecze przewodniczącego Czarzastego. Wyraźnie brakuje regionalnych i lokalnych liderów, którzy potrafią mówić czymś więcej niż partyjnym przekazem.
Warto było także przypilnować, aby kandydatka Nowej Lewicy nie zapominała, jaką partię reprezentuje i nie traktowała kampanii wyborczej jak wewnętrznej bijatyki o dawnych wyborców Partii Razem. O dramatycznym błędzie, jakim był początkowy atak na Jacka Majchrowskiego, który w Krakowie dla tradycyjnych wyborców dawnego SLD jest nadal symbolem krakowskiej lewicy, już nie wspomnę. Czyli w sumie Darię Gosek-Popiołek też dopadł syndrom Majchrowskiego, ale w nieco innej mutacji.
IV.
Na marginesie krakowskich wyborów warto zwrócić uwagę, że kandydat „niezależny”, a w rzeczywistości mocno zależny od własnego ojca, Łukasz Gibała jest pierwszym w Polsce kandydatem, funkcjonującym według klasycznego już wzorca trampowskiego. Kreuje się na polityka antyelitarnego. A w rzeczywistości jest jak najbardziej przedstawicielem krakowskiej elity. Dzięki umiejętnej propagandzie wielu Krakowian w jego antyelitarność uwierzyło. Łukasz Gibała snuje też opowieść o tym jak sprawnie rozwiąże wszystkie problemy miasta, ale jak ją wycisnąć to niewiele tam konkretów. Tak jak u Donalda Trumpa. I podobnie jak u prezydenta Trumpa za plecami Łukasza Gibały czai się grupa rodzinno-biznesowa z niejasnymi powiązaniami. Ale to już jest syndrom Trumpa, a nie Majchrowskiego.
V.
Pozostaje odpowiedzieć na pytanie – kto wygra drugą turę wyborów prezydenta Krakowa, Łukasz Gibała czy Monika Piątkowska? Tego nie wiem. Aczkolwiek niewątpliwie faworytem jest Łukasz Gibała tyle, że nie tak zdecydowanym jak przed I turą. Różnica między Piątkowską a Gibałą, ta prawdziwa, nie sondażowa, to 6,5 %. Kwestia jest, zatem otwarta i są na to liczne przykłady.
Leave a Comment