Wynik dalece niesatysfakcjonujący

Piszę ten tekst w dziesiątym dniu po wyborach parlamentarnych. Wynik jest znany i w zasadzie przyszłe role też już zostały rozpisane. A więc sukces! Dlaczego zatem dla Nowej Lewicy sukces jest zaprawiony goryczą porażki? Co prawda ma rację Włodzimierz Czarzasty, gdy mówi, iż po 18 latach politycy lewicy wejdą na rządowe salony, ale jednocześnie z wyborów parlamentarnych Nowa Lewica wychodzi mocno poobijana. Z przerzedzonymi szeregami reprezentacji poselskiej. Senatorów jest więcej niż było, ale to bardziej skutek umiejętnych negocjacji przy układaniu Paktu Senackiego niż wyborczego poparcia dla Nowej Lewicy. Zatem mówiąc w narzeczu dyplomatycznym wynik głosowania w dniu 15 października 2023 r. jest dla Nowej Lewicy dalece niesatysfakcjonujący.

Dlaczego?

Nie jestem specjalistą od dzielenia włosa na czworo, dlatego powody wyniku dalece niesatysfakcjonującego widzę dwa. Jeden merytoryczny, a drugi techniczny.

Powód merytoryczny to radykalizacja przekazu. Nie radykalnego programu, bo ten był w zasadzie dostosowany do wyzwań czasu. Elementem, który spowodował radykalizację przekazu była nadreprezentacja narracji partii Razem i wrażenie, iż to ona rej wodzi na lewicy. Nieważne czy wrażenie było oparte na rzeczywistych przesłankach czy tylko na emocjach. Takie było. To, co powinno dotrzeć do racjonalnego socjaldemokratycznego wyborcy zginęło w huku skrajnie lewicowych armat. Przekaz Nowej Lewicy znakomicie odpowiadał 2 % wyborców głosujących na kandydatów partii Razem na jej listach, ale odstraszył sporą grupę wyborców komitetu Sojuszu Lewicy Demokratycznej z roku 2019. Domyślam się, iż taka struktura przekazu była po części efektem przedwyborczej analizy potencjalnego elektoratu lewicy. To miała być walka o elektorat młody i kobiecy. Mógłbym z przekąsem zauważyć, że w pogoni za tymi grupami Nowa Lewica niewiele zyskała, a straciła pół miliona głosów mężczyzn pomiędzy 40 a 60 rokiem życia. Tyle, że ta atrakcyjna medialnie teza nie oddaje precyzyjnie rzeczywistości, bo wynik wśród kobiet też nie był satysfakcjonujący. A pół miliona zabrakło.

Powód techniczny jest natomiast prozaiczny. Każda partia polityczna, jeśli chce osiągnąć sukces, musi mieć charyzmatycznego lidera lub takiego, który maksymalnie do takiego założenia się zbliży. Taki lider nie oznacza wszechwładnego wodza. Takim liderem był Aleksander Kwaśniewski. Nowa Lewica od dawna ma z tym problem, który został w trakcie kampanii wyborczej zmultiplikowany. W konsekwencji na zbyt starannie wyreżyserowanych konwencjach wyborczych Nowej Lewicy kłębił się tłum liderek i liderów. Tłum z natury nie jest charyzmatyczny. Czasami może nawet wzbudzać zaniepokojenie. W sumie, zatem można uznać, iż pół miliona dotychczasowych wyborców lewicy poczuło się znużone i być może przestraszone radykalizmem przekazu, a tłum liderek i liderów mocno ich zaniepokoił.

Co dalej?

W odpowiedzi na to pytanie mam dwie informacje. Dobrą i złą. Zacznę od tej dobrej. Lewica wraca do rządu. Będzie miała udział w koalicyjnej ekipie, która podejmie trud porządkowania polskiej rzeczywistości po ośmiu latach rządów Prawa i Sprawiedliwości. To niewątpliwie sukces. Tak to jest w polityce, iż czasami nie liczy się wynik, a jego efekt. Ale do tej dobrej informacji muszę dołożyć łyżkę dziegciu. Nowa Lewica jest czwarta w kolejności, po Platformie Obywatelskiej, Polskim Stronnictwie Ludowym i Polsce 2050. To ogranicza możliwości kreowania rzeczywistości. Realizacja wielu punktów programowych Nowej Lewicy będzie wymagała dalszych trudnych negocjacji wewnątrz nowego rządu, do czego będą potrzebni ludzie z doświadczeniem administracyjnym. Nie wystarczą osobowości telewizyjne. Dla koleżanek i kolegów z partii Razem mam jeszcze jedną łyżkę dziegciu – w roli Smerfa-Marudy nowej koalicji obsadził się już Szymon Hołownia i w tej konkurencji nie będzie dla was miejsca.

A teraz zła informacja. Jeśli nie pojawi się w Nowej Lewicy lider lub liderka, który pchnie ją na nowe tory, to przyszłość mrocznie się rysuje. Może się zdarzyć, że za cztery lata socjaldemokratyczny trzon Nowej Lewicy zostanie wchłonięty przez lewe skrzydło Platformy Obywatelskiej, a samodzielnie do wyborów pójdzie skrajnie lewicowa, komunizująca resztówka i nie przekroczy 3 % poparcia, o 5 % już nie wspomnę. Na pociechę muszę dodać, iż to oczywiście tylko pewna potencjalna projekcja przyszłości. Od nas zależy, czy się zrealizuje.

Póki, co żyjmy chwilą, chociaż wynik dalece niesatysfakcjonujący. Cieszmy się z tego, że dołożyliśmy swoją cegiełkę do obalenia władzy Jarosława Kaczyńskiego. Polska jest tego warta.

Comments are closed.